Niedawno wpadł mi w ręce Womanizer Enhance, czyli stymulator łechtaczki działający na zasadzie ssania, wyposażony także w wibracje, a do tego z niezależną regulacją trybów. To kusząca obietnica dla tych, które lubią urozmaicać sobie przyjemności bez kompromisów.
Po tym, jak przetestowałam już sporo ich modeli, byłam ciekawa, czy ta mała bestia da radę. No to bierzmy się za szczerą i bezpośrednią analizę.
Oto moja opinia o Womanizer Enhance.
Opakowanie Womanizer Enhance
Kartonowe pudełko jest dość standardowe, nic nadzwyczaj oryginalnego, ale prezentuje się całkiem nieźle.
W środku znajdziemy jasny materiałowy pokrowiec, ozdobiony logo marki i hasłem „Go. Love yourself!”. Miły akcent, który wywołał uśmiech na mojej twarzy, choć to hasło jest trochę odgrzewane (Justin Bieber, natychmiast wyłaź z tego pokrowca, nie zamawiałam dmuchanej lalki z twoją podobizną!). Przydaje się do przechowywania i transportu.
W zestawie znajduje się również kabel do ładowania i instrukcja obsługi.
Wygląd Womanizer Enhance
Daleko mu do pierwszych modeli w panterkę i wielkich, błyszczących kryształków, na widok których krzywiłam się z niesmakiem. Zajęło im to kilka lat, owszem, ale z czasem Womanizer zaczął stawiać na większą elegancję. Womanier Enhance ma dość klasyczny design, jest trochę bardziej zaokrąglony niż poprzednicy i wygląda znacznie mniej jak „termometr douszny”.
Na głowicy znajduje się otwór, w którym umieszcza się łechtaczkę; nie ma wymiennej końcówki, jak w starszych modelach. Nasz egzemplarz jest w intensywnym fuksjowym różu, w stylu Barbie, ale dostępne są też wersje w kolorze pastelowego fioletu i czerni.
Ogólnie dobrze wpisuje się w estetykę „luksusowych gadżetów erotycznych” (choć są produkowane przemysłowo na dużą skalę w Chinach — nie mówimy tu przecież o ręcznie robionych gadżetach erotycznych). Nie rewolucjonizuje tej kategorii, ale jego ergonomia budzi zaufanie.
Tekstura i materiały
Enhance jest w całości wykonany z silikonu, miękkiego i gładkiego w dotyku. Lubię ten materiał, bo jest bezpieczny dla ciała, nieporowaty (więc bakterie nie mają gdzie się gromadzić) i łatwy w pielęgnacji. Ma delikatną, lekko „brzoskwiniową” fakturę, przyjemną dla skóry nawet podczas dłuższych sesji.

Zasilanie
Enhance można ładować za pomocą dołączonego kabla USB z magnetyczną, firmową końcówką, która łatwo się przyczepia. Nic nowego — podobne rozwiązanie znajdziemy w wielu wcześniejszych modelach tej marki i u jej konkurenta, Satisfyera.
Jeśli chodzi o czas pracy na baterii, muszę przyznać, że go nie mierzyłam, ale nie zauważyłam żadnych problemów.
Jak używać Womanizer Enhance
Interfejs jest intuicyjny, choć urządzenie ma aż pięć przycisków:
- Dwa przyciski „+” i „-” do regulacji intensywności ssania,
- Dwa w kształcie fal do regulacji wibracji,
- Oraz ostatni, który włącza tryb o nazwie „Autopilot”, naprzemiennie uruchamiający różne sekwencje.
Łącznie mamy 10 trybów ssania, 10 trybów pulsacji i 10 sekwencji. Jedno trzeba przyznać: jest co odkrywać.
Tryb Autopilot? Meh, nie spełnił moich oczekiwań — jak na mój gust działał trochę zbyt losowo. Kiedy używam gadżetu erotycznego (przynajmniej solo, zrobiłabym pewnie kilka wyjątków w przypadku wibrujących jajeczek albo gadżetów sterowanych zdalnie), wolę mieć sterowanie w swoich rękach, zamiast pozwalać urządzeniu błądzić na chybił trafił.

Ale prawdziwą zaletą Womanizer Enhance jest właśnie możliwość precyzyjnego, niezależnego regulowania intensywności wibracji i pulsacji. Dzięki temu można uzyskać dokładnie taki rodzaj stymulacji, jakiego się chce, dokładnie wtedy, kiedy ma się na niego ochotę. Krótko mówiąc: orgazm skrojony na miarę.
Przyjemność szybko narasta — jest intensywna i precyzyjna, a ssanie obejmujące łechtaczkę łączy się z wibracjami, które dodają pikanterii. Zrobiłam serię testów solo i, szczerze mówiąc, urządzenie świetnie się sprawdza, pozwalając bez wysiłku szybko osiągnąć wyjątkowo satysfakcjonujące orgazmy.
Podsumowanie: Womanizer Enhance
Zalety:
- Precyzyjna regulacja, którą można dostosować do własnych upodobań, sprawia, że ten gadżet erotyczny można w pełni spersonalizować. Doznania można dobierać wedle uznania — precyzyjnie i do woli.
- Jest bardzo skuteczny i zapewnia intensywne, różnorodne orgazmy.
Wady:
- Jest drogi: kosztuje prawie 160 euro.
- Tryb „Autopilot” na niewiele się przydaje (przynajmniej moim zdaniem).
Note finale du test
Les plus
- Dokładna kontrola, regulowana do woli
- Intensywne i do wyboru doznania
- Orgazmy do woli
Les moins
- Wysoka cena
- Tryb Autopilot bez większego użycia
Podsumowując, Womanizer Enhance to udoskonalona propozycja dla tych, które szukają stymulatora łechtaczki łączącego ssanie i pulsacje i mają wysokie wymagania co do intensywności stymulacji. Choć tryb „Autopilot”, z którego szybko zrezygnowałam, nie jest w moim guście, Enhance przekonał mnie swoją precyzją i możliwością dowolnego regulowania każdego z połączonych rodzajów stymulacji. Efektem są wyjątkowo satysfakcjonujące orgazmy. To ty wybierasz poziom mocy ssania i pulsacji, którego pragnie twoje ciało — i od razu go dostajesz.
Jeśli jesteś gotowa zainwestować w niezawodny i wszechstronny gadżet do stymulacji łechtaczki, twoja łechtaczka ci podziękuje: to pewny wybór dla miłośniczek przyjemności skrojonych na miarę.
Jeśli jednak budżet ci na to nie pozwala, możesz też rzucić okiem na konkurencyjny Satisfyer Pro 3 Vibration. Jest wprawdzie mniej precyzyjny i ma mniej intuicyjne przyciski, ale kosztuje ponad trzy razy mniej.










